Łódź to Polska w pigułce, tylko bardziej

Miasto pod lupą

Wojciech Górecki i Bartosz Józefiak, rodowici łodzianie, postanowili napisać wnikliwy reportaż o swoim mieście. “Łódź. Miasto po przejściach” (https://www.taniaksiazka.pl/lodz-miasto-po-przejsciach-wojciech-gorecki-p-1361339.html) jest detalicznym studium miasta, jego mieszkańców, różnic kulturowych i społecznych, ale przede wszystkim opowieścią o kondycji miasta na tle innych tej wielkości w Polsce. Jeden z autorów nadal tu mieszka, uznając to jako idealne miejsce do życia, drugi wyjechał do Warszawy, będąc zmęczonym całkowitym brakiem perspektyw, chociaż cały czas podkreśla, że lubi tu wracać. Obydwaj zapraszają czytelnika na wyprawę po miejscu, w którym czas się zatrzymał, w którym nie do końca wiadomo, czy jutro będzie lepsze.

Łódź jest miastem, które zdecydowanie ma pecha. Po pierwsze lokalizacja – bardzo blisko stolicy powoduje, że większość młodych ludzi wyjeżdża z miasta. Na nic uniwersytet, szkoła filmowa czy powstające akademie. Chociaż faktycznie, można tu znaleźć przejawy życia studenckiego, to dzieją się bardziej w podgrupach, nie w konkretnym domu kultury lub centrum sztuki. Łódź nie wypracowała sobie oferty kulturalnej ani turystycznej – więc tu też nie ma możliwości przyciągania do siebie ludzi spoza miasta. Co więc zostaje?

Nie powielaj stereotypów

Autorzy stąpają po uliczkach miasta i zadają pytania mieszkańcom. Chcą wiedzieć jak im się żyje i czy lubią Łódź samą w sobie. Odpowiedzi, często skrajne, pokazują obraz współczesnego społeczeństwa polskiego – podzielonego, często załamanego swoją sytuacją bytową. Miasto może pochwalić się przepięknymi kamienicami, to znaczy mogłoby, ale większość z nich nie była remontowana od zakończenia II wojny światowej. Na tle innych dużych miast w kraju nadal są tam najniższe zarobki, ponieważ nie ma możliwości ściągania wielkich inwestorów do miasta. Łódź, założona jako miasto robotnicze, tkackie, radziła sobie całkiem nieźle do momentu, gdy te zakłady działały. Padały jednak raz za razem, w wyniku działań gospodarczych, przeobrażeń ustrojowych. Obecnie po tradycji włókienniczej nie pozostał ślad.

Dla mieszkańców miasto jest dobre do życia, szczególnie tych, którzy podejmują prace wyjazdowe, albo pracują zdalnie (jak jeden z autorów). Jest niewielkie i pełne skrajności – na jednej ulicy markowy butik odzieżowy graniczy z kebabem i nikomu to nie przeszkadza. Autorzy zwracają uwagę na brak perspektyw, ale też chwalą nową prezydent, która bardzo silnie dba o zmiany w Łodzi. Przede wszystkim każdy stara się walczyć ze stereotypami, a to, jak w każdym małym mieście, nie jest łatwe.

Ludzie zdjęcie autora freepik - pl.freepik.com

Niedoceniane miasto Łódź

Polska w pigułce

Łódź. Miasto po przejściach” to reportaż dwóch rodowitych mieszkańców – Wojciecha Góreckiego i Bartosza Józefiaka, którzy starają się przybliżyć Polakom miejsce swojego urodzenia, jednocześnie walcząc ze stereotypami odnośnie tego, jakie jest. Sami stwierdzają, że wszystko, co dzieje się Łodzi dzieje się też w innych częściach kraju – tylko tu o wiele bardziej. To miejsce, które naprawdę ma pecha, mieszkańcy skrajnie się o nim wypowiadają, a perspektywy co do jego przyszłej świetności są dość mgliste, ale nie niemożliwe.

Łódź została założona jako miasto robotnicze, pełne fabryk włókienniczych, ze szkołami tkackimi. Mieszkańcy byli przedstawicielami klasy robotniczej, która swoją prosperity ma już dawno za sobą. Ogromne zakłady, zatrudniające po kilka tysięcy ludzi, upadały jeden za drugim. Najpierw w wyniku powstawania nowych, potem na skutek przeobrażeń ustrojowych. Obecnie po tradycjach miasta nie pozostał nawet ślad, a pracownicy, którzy nie byli wyuczeni innych zawodów siedzą na zasiłkach już trzecią dekadę. Takich ludzi jest w mieście bardzo dużo.

Pech za pechem

Kolejną przeszkodą dla rozwoju Łodzi jest jej lokalizacja – bardzo źle skomunikowana z resztą kraju, bez praktycznie żadnego węzła kolejowego, trochę na uboczu autostrady. Miasto nie stanowi nawet punktu przelotowego do stolicy, którą za cel obierają sobie młodzi łodzianie, nie widząc dla siebie perspektyw.  Miasto co prawda posiada uniwersytet, politechnikę i szkołę filmową, ale nie są to placówki, które są pierwszym wyborem absolwentów szkół średnich. Kultura też nie do końca jest motywem, który mógłby przyciągnąć do miasta potencjalnych ciekawskich. Łódź nie jest też miastem turystycznym, więc to kolejna gałąź ewentualnych zarobków, która się po prostu nie uda.

Miasto z pewnością jest wielokulturowe, skrajne, zarówno pod względem oferty pracy (najniższe zarobki dużego miasta w Polsce) jak i ofert sprzedażowych. Na jednej ulicy znajdziemy markowe butiki z grawerowanymi nazwami na hartowanym szkle, które stoją ścianę w ścianę z kebabem lub sklepem z odzieżą używaną. Żyje się tu inaczej, ale jak podkreślają autorzy – swobodniej. Jeden z nich mieszka tu nadal, chwaląc sobie spokój i ciszę, drugi mieszka w Warszawie, ale lubi przyjeżdżać w rodzinne strony i poczuć się jak w domu. W panoramie ostatnich trzech dekad, opisanych przez autorów, czytelnik bez problemu znajdzie opisy lub bolączki swojego miejsca zamieszkania, obojętnie gdzie by się nie znajdowało.

Ludzie zdjęcie autora freepik - pl.freepik.com

Naturalnie, człowieku! “Pieśń Ziemi” Robin Wall Kimmerer

TaniaKsiążka – Pieśń Ziemi. Ten tytuł wywołuje niejednoznaczne skojarzenia. A ten trop rzeczywiście potwierdza zawartość księgi. Bo to w istocie księga. I pod względem rozmiarów, i pod względem przesłania, które w sobie zawiera. Choć objętość książki może przerażać, to strach jest przedwczesny – w “Pieśni Ziemi” Robin Wall Kimmerer jest tyle liryczności i baśniowości, że, chcąc nie chcąc, zanurzamy się w ten nieoczywisty świat jak w tom najlepszej poezji. I przychodzi to całkiem naturalnie.

Proza naturalnie poetycka

Pod względem formalnym jest to bez wątpienia powieść, jednak nie jest to typowy przykład gatunku. To raczej zbiór esejów, wspomnień i refleksji autorki, która swoją rzetelną i naukową wiedzę wyjątkowo spójnie i płynnie łączy z możliwościami języka, jego wieloznacznością i …. Robin Wall Kimmerer jest profesorką botaniki, która w swej publikacji opowiada zarówno na temat swoich własnych doświadczeń, przeprowadzanych badań, ale także sposobach nauczania innych. Bowiem to przez proces tłumaczenia komuś innemu sami uczymy się najwięcej. Autorka nie boi się przyznać, jak wiele zrozumiała dzięki swoim studentom. Akademizm jednak w książce spotyka się z wierzeniami Indian. To, co naukowe, obiektywne i sprawdzalne stapia się z tym, co przeczuwane, intuicyjne i subiektywne. I nie ma w tym sprzeczności. Jest za to piękna opowieść o losach Ziemi i człowieka, o ich trudnej relacji i wzajemnym wpływie. Niestety, w tym związku często dochodzi do spięć, z winy człowieka.

Hola, człowieku!

Kimmerer jest zwolenniczką zrównoważonego sposobu życia, który polega przede wszystkim na szacunku wobec przyrody. Dlatego tak wiele w jej tekście nawoływania do ograniczenia zachowań konspumpcyjnych i życia zgodnie z nurtem natury, z “pieśnią Ziemi” właśnie. Bo to Matka Natura nadaje nam rytm, o czym my, mieszkańcy często zapominamy i chcemy decydować o jej losie. Zmieniać pierwotną melodię. Autorka mówi jasno, że tylko równowaga może ocalić i Ziemię, i nas. By uzmysłowić czytelnikom, jak dalece odeszliśmy od natury, przypomina opowieści rdzennych Amerykanów, w których zawierają się najważniejsze, wieczne prawdy. Człowiek musi przystanąć. Czytelnik “Pieśni Ziemi” tym bardziej. Tej książki nie czyta się prędko. Tę lekturę trzeba celebrować, dawkować sobie. Mityczne opowieści trzeba przeżyć, zobaczyć je oczami własnej wyobraźni. Autorka posługuje się językiem tak sugestywnym i plastycznym, że bez problemu pod powiekami czytelnika ten obraz ukaże się w całej krasie. Zarówno ta pierwsza kobieta z historii indiańskiej, która schodzi z nieba, by stworzyć ziemię, i ta druga, współczesna kobieta, która stoi przed studentami i opowiada o tym, jak powstała Ziemia, jak brzmi jej pieśń i tłumaczy, dlaczego każdy z nas powinien poznać ją na pamięć. A przynajmniej usłyszeć.

Ludzie zdjęcie autora freepik - pl.freepik.com